Ratujmy pszczoły, bo warto

Ratujmy pszczoły, bo warto
Źródło: Agnieszka Pruszkowska-Jarosz 5 kwietnia 2017

Myli się ten, kto sądzi, że jedynym miejscem dla pszczół jest łąka, las czy ogród. Dziś pasieki miodowe coraz częściej stawiane są w wielkich miastach. Dlaczego właśnie tu? Bo owady są tam bezpieczniejsze niż na polach pełnych pestycydów.

Pszczoły giną na całym świecie w zastraszającym tempie. Mimo wielu prób nie udaje się powstrzymać ich wymierania. Pszczelarze i organizacje ekologiczne biją na alarm, twierdząc, że bez tych owadów ludzkości grozi zagłada, bo zapylają one 90 proc. roślin. Brak owoców i warzyw oznaczałby przerwanie łańcucha pokarmowego. Od tego krok do tragedii. Zagłada pszczół trwa od kilkunastu lat, ale nie do końca poznano przyczynę tego zjawiska. Najczęściej jako winowajców wskazuje się: genetycznie modyfikowaną żywność, chemizację i uprzemysłowienie rolnictwa, monokulturowe uprawy, a także szybki rozwój telefonii komórkowej czy turbin wiatrowych.

Jak mówią dane Greenpeace, w samych tylko Stanach Zjednoczonych co roku ginie średnio 1/3 pszczół, w Chinach są miejsca np. w prowincji Syczuan, gdzie pszczół w ogóle już nie ma. Ich pracę muszą wykonywać ludzie. W Europie nie jest lepiej. Co roku wymiera 20 proc. populacji. Niestety są także rejony, gdzie śmiertelność pszczół wynosi aż 50 proc. Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że najgorzej jest na północy, południu i wschodzie Starego Kontynentu. W Polsce wskaźnik śmiertelności tych pożytecznych owadów zimą 2013 roku wyniósł blisko 15 proc.

Miasto pszczołom na ratunek

Na szczęście nie wszyscy przechodzą obojętnie obok tego zjawiska. Dziś coraz częściej o pszczoły martwią się instytucje, urzędy czy stowarzyszenia, tworząc dla nich sprzyjający klimat w mieście. Obecne w Polsce miejskie hodowle pszczół zyskują coraz więcej zwolenników. Moda ta dotarła do naszego kraju z zagranicy. W samym Berlinie są cztery tysiące uli, w Londynie pięć tysięcy. Można je także spotkać w Paryżu, Kopenhadze, a nawet Nowym Jorku. W Warszawie znajdziemy ich około 400. Miejska pasieka znajduje się między innymi na dachu Teatru Studio w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, na dachu luksusowego hotelu Regent na rogu ulic Spacerowej i Belwederskiej czy na Żoliborzu. W stolicy funkcjonuje także inkubator miejskiego pszczelarstwa, prowadzący pasiekę na osiedlu domków fińskich na Jazdowie.

W ubiegłym roku pojawiły się także ule na dachu Urzędu Marszałkowskiego w Toruniu. Inne miasta też powielają ten pomysł.

Jeden z ciekawszych pszczelich projektów wymyśliła firma ubezpieczeniowa ERGO Hestia. Nie tylko postawiła ule, ale stworzyła cały park na pograniczu Gdańska i Sopotu z myślą o pszczołach. Posadziła ponad 20 gatunków miododajnych roślin, które od wczesnej wiosny aż do później jesieni stanowią naturalne środowisko dla prawie 60 tys. pszczół żyjących w ulach na dachu jednego z biurowców firmy.

Skąd pomysł, by połączyć ubezpieczenia i pszczoły? - Ochrona środowiska i działania proekologiczne zawsze były bliskie ERGO Hestii, a okolica, w której firma ma swoją siedzibę główną – bezpośrednio na morzem, otoczona terenami zielonymi, stanowi wręcz idealną lokalizację dla tego typu przedsięwzięcia. Do tego nowo powstały Park Hestii i nasadzone w nim rośliny miododajne sprawiają, że pszczoły mają tu wspaniałe warunki do rozwoju. Mając takie zasoby i widząc pierwsze efekty, nie zastanawiamy się już dlaczego, ale dlaczego tak późno zdecydowaliśmy się na stworzenie własnej pasieki – wyjaśnia Adriana Hajduczenia z ERGO Hestii. – W tej chwili mamy kilkadziesiąt tysięcy pszczół, przy których pomaga nam doświadczony pszczelarz z firmy „Pszczelarium”. Owady bardzo szybko się zaaklimatyzowały w nowych warunkach, co przyniosło nadspodziewanie dobre efekty w postaci złocistego miodu, którego w pierwszym sezonie w ogóle się nie spodziewaliśmy. W 2017 roku planujemy rozbudowę naszej pasieki i dostawienie kolejnych uli – dodaje.

Miejskie pszczoły i miód

- W miastach ule tworzone są z dzikich rojów, ale zmienia się im matkę – najczęściej rasy kraińskiej. Wówczas owady przestają być agresywne i łatwiej się zadamawiają – zapewnia Kazimierz Nocul, pszczelarz z zamiłowania od ponad 40 lat. Podkreśla, że nie do końca prawdą jest to, że miasto to betonowa pustynia i nijak się ma do urodzajnego wiejskiego klimatu. Okazuje się, że różnorodność roślin parków czy ogrodów ma wpływ na niepowtarzalny smak miodu. Poza tym temperatura w mieście jest wyższa i skłania owady do częstszych lotów, co w praktyce przekłada się na większe zbiory miodu. Ponadto w takich warunkach łatwiej im przetrwać zimę.

Co jednak z zanieczyszczeniem, wszak powietrze jest zdecydowani gorsze niż poza aglomeracją? Czy miód miejski jest zdrowy?

– Pszczoły świetnie radzą sobie z metalami ciężkimi, podczas produkcji miodu potrafią się ich pozbyć. Zdecydowanie gorzej radzą sobie z pestycydami, na szczęście w mieście ich nie ma. Nie ma więc obawy, że miejski miód jest gorszy od wiejskiego. Różnego rodzaju badania potwierdzają, że spełnia wszystkie normy, w związku z tym jest nie tylko smaczny, ale i zdrowy – mówi pan Kazimierz, prowadzący swoje pasieki w pobliżu Parku Krajobrazowego Dolina Baryczy oraz na obrzeżach Wrocławia.

Pasieki z ograniczeniami

Hodowla pszczół w mieście jest dopuszczalna, ale tylko pod pewnymi warunkami. Przede wszystkim należy pamiętać, że pozwolenie na hodowanie pszczół w mieście wydaje lokalny samorząd i każde miasto może posiadać w tym względzie odrębne przepisy.

Ponadto miejsce ustawienia pasiek musi być dobrze oznakowane i najlepiej, by dostęp do uli był ograniczony tylko dla osób zajmujących się pszczołami.

Ule muszą być usytuowane co najmniej 10m od granicy nieruchomości lub drogi i nie mniej niż 30 m od budynków znajdujących się na innych nieruchomościach. Odległość ta może być mniejsza, ale pod warunkiem, że sąsiad wyrazi na to zgodę. Niestety w miastach może być z tym problem. Najlepiej więc ule ustawić z dala od skupisk ludzkich – na dachach, w pobliżu parku czy w głębi ogrodu. Ważne, by hodowla była jak najmniej uciążliwa dla innych osób.

W przypadku usytuowania uli na dachach budynków, wymagane jest zachowanie odległości co najmniej dziesięciu m od otworów okiennych znajdujących się na poziomie i powyżej poziomu posadowienia uli.

Niestety lokalizacja uli to jeden problem. Inny to obawa przed samymi owadami. Nie każdy chce mieszkać koło uli. Wielu mieszkańców myli także osy z pszczołami i źle reaguje na te owady. A pszczoły nie zbliżają się do słodkości, nie są też zainteresowane aktywnością ludzi. Nieprowokowane, nikomu nie wyrządzą krzywdy.

Poleć ten artykuł znajomym:
Udostępnij Tweetnij Wykop